spin

ŚwiadectwaNasza posługa oczami ewangelizatorów

 

„Witaj Panie, dobrze, że jesteś. Witaj Zbawicielu, czekaliśmy na Ciebie. Dobrze, że przyszedłeś! ” Byłam pierwszy raz na Lednicy jako ewangelizator. Na rekolekcje do Konarzewa pojechałam z bądź co bądź średnim zapałem, ale to jak Jezus przychodził, jak pokazywał swoją moc, jak uświadamiał mi wiele rzeczy było niesamowite .Był to piękny czas. Zaczęła rodzić się w moim sercu radość z tego, że Jezus jest, że On przychodzi dziś i zmienia człowieka, zmienia moje życie.

Ale pewnego dnia kiedy nadszedł jakiś gorszy czas i wewnętrznie zrobiło mi się źle, potrzebowałam rozmowy. Pomyślałam, że pogadam z chłopakiem, z którym już wcześniej dobrze mi się rozmawiało. W którym kiedyś zobaczyłam, że przez Niego mówi do mnie Jezus. W międzyczasie podeszła do mnie dziewczyna, potem jeszcze dwóch chłopaków z bezpośrednim pytaniem: „-chcesz pogadać?”. Ale nie przyjęłam tej pomocy, bo wymyśliłam sobie, że pogadam z tym z kim JA chcę. Przychodził do mnie Pan Jezus w tych ludziach, a ja Go nie zauważałam, bo wymyśliłam sobie (nawet nie do końca świadomie), że ja chcę Ciebie Panie Jezu spotkać, ale… ja Cię spotkam dziś akurat w tym chłopaku. Po jakimś czasie rzeczywiście z nim pogadałam, ale była to wymiana zaledwie kilku zdań. Wróciłam do pokoju jeszcze bardziej podłamana, ale wtedy po jakimś czasie przyszło światło, że jakie to jest pyszne. Ustaliłam sobie w kim dziś spotkam Pana Jezusa.. On przychodził – ja nie widziałam, On wyciągał rękę – ja nie odpowiadałam. I uświadomiłam sobie, jak często tak jest, że Jezus przychodzi. Jest tuż obok, a my Go nie zauważamy. I jak bardzo ważne jest otwarcie się na Niego, na to, że mogę spotkać Jezusa w każdym człowieku, w KAŻDYM! bez żadnego ale..

I to później potwierdzało się na Polu Lednickim gdzie ludzie, z którymi rozmawialiśmy często to właśnie nas ewangelizowali, nas umacniali, Jezus nas umacniał przez nich!

Niesamowita była dla mnie też sytuacja kiedy byłam w sektorze gdzie byli ludzie z mojego miasta. Podchodzimy do dziewczyny, której to zawsze ja się radziłam, przychodziłam czasem z problemami, pogadać. A tu nagle role się odmieniły i poczułam, że mam jej opowiedzieć pewną historię, która z pozoru w ogóle nie pasowała mi do kontekstu i nie wiedziałam czemu mam to opowiadać. No ale mówię: „dobrze Jezu, chcesz, to opowiem”, najwyżej zrobię z siebie głupka, no ale jak dla Jezusa to spoko;) Skończyłam mówić, a dziewczyna do mnie, że tak jest rzeczywiście i że teraz widzi, że tak i tak robi w swoim życiu .I że dziękuje, że to powiedziałam. Dla niej to było ważne. Wtedy kolejny raz Jezus pokazał mi, że wystarczy tylko i aż w Niego się wsłuchać, otworzyć się na Ducha Świętego, a wtedy Jezus może działać cuda!

Było jeszcze wiele pięknych sytuacji, za które chwała Panu. Ale chwała Tobie Jezu też za to, że czasem było trudno, że były wątpliwości, że były rozproszenia, ale wtedy Ty przychodziłeś, na Adoracji, w drugim człowieku, w uśmiechu, w małych gestach, Ty zwyciężałeś, Ty już zwyciężyłeś na krzyżu!

To jest tak mega piękne, że nie mogę do końca wyrazić tego, co we mnie jest, co się we mnie zmienia, co robi Pan Jezus (nie ogarniam!;)) Pojechałam tam żeby służyć, dać coś z siebie, służyć Bogu, służyć drugiemu człowiekowi, żeby Jezus mógł się mną posługiwać, a jednocześnie otrzymałam tak wielkie wzmocnienie mojej wiary. Jezus nieustannie dotykał i dotyka też mojego serca! Chwała Panu! Dobrze, że jesteś!:)

Jak co roku Lednica to niesamowity czas. Od kilku lat, chcę ten czas wykorzystać nie tylko dla siebie ale również na służbę innym, dlatego jestem w gronie ewangelizatorów. W tym roku nie mogłam być na rekolekcjach przygotowujących do służby na Lednicy, bo w piątek pracowałam. Dołączyłam do grona ewangelizatorów dość późno, bo dopiero w sobotę ok. południa. Wtedy dopiero dotarła na pole grupa, z którą jechałam. Miałam wrażenie, że zupełnie nie nadaję się do ewangelizacji. Ale pocieszałam się, że „moc w słabości się doskonali”. Ewangelizatorzy bardzo ciepło mnie przyjęli. Zanim wyszłam ewangelizować, wiedziałam, że muszę się spotkać z Panem na Adoracji. Tak też zrobiłam. Potem był czas pięknych rozmów. Szczególnie jedna utkwiła mi w pamięci i w sercu. Podeszliśmy do małej grupki, gdzie był niepełnosprawny chłopak. Zrozumiałam, jak ważny jest czas poświęcony drugiemu człowiekowi. Ile to może znaczyć np. dla kogoś, kto jako osoba niepełnosprawna nie ma na co dzień zbyt wielu ludzi wokół. Jak ważna jest wrażliwość na drugiego człowieka: żeby zauważyć go i poświęcić mu swój czas, ofiarować miłość, po to by tę miłość zyskać. Bo to jest tak, że dając, sami zostajemy obdarowani. W sumie cieszę się, że nie miałam zbytniego pomysłu na tę ewangelizację, bo dzięki temu byłam bardziej otwarta na to, co przygotował Bóg. Dzięki temu rozmowa była naturalna. To była tak naprawdę obustronna ewangelizacja. Dzielenie się tym, co dla nas cenne, co rozumiemy i jak chcemy kroczyć drogą z Bogiem. Czasem nawet bardziej trzeba było słuchać niż mówić. To też dla mnie nowość, bo ja z natury jestem gadułą. A słuchania mnie Pan Bóg właśnie ostatnio uczy. Druga rzecz, której się nauczyłam, a właściwie przekonałam się o tym kolejny raz to, to, jak ważna jest wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego. Żeby nie zaniedbać czegoś, co możemy zrobić, w walce o drugiego człowieka. Cieszę się z tego czasu spędzonego na polu lednickim. Mimo, że nie było tego czasu dużo, mam nadzieję, że udało nam się go dobrze wykorzystać. I przede wszystkim Chwała Panu za ten czas! Bo to On działa w nas, dla nas i poprzez nas.

Na ewangelizacje czekałem dość długo. Formularz wysłałem już na początku wielkiego postu, później jeszcze święta i cały maj. W moich myślach nieustannie pojawiało się hasło: ” Lednica, Lednica”. Kiedy jednak przyszło co do czego okazało się ( jak zawsze), że moje oczekiwania w żadnym stopniu się nie sprawdziły. Pierwszy dzień rekolekcji to była jednym słowem masakra… Z pewnych przyczyn, których nie będę tu wymieniał, przez prawie cały dzień chodziłem sfrustrowany, podirytowany- jednym słowem zły. Jeszcze na dodatek wszystkiego od niedzieli przed ewangelizacją zachorowałem na gardło, i aż do czwartku żyłem na cholinex-ach, a mój stan się nie poprawiał. Tak było do czasu wieczornej adoracji gdzie Bóg … zaintrygował mnie. W piątek już było dobrze, i nawet ból gardła zniknął. Największa jednak jazda, jak się okazało, czekała na mnie w sobotę. Mógłbym opisywać ze szczegółami cały dzień ale oddam tą jedną myśl która , mówiąc młodzieżowym językiem, rozwaliła mnie na całego. Otóż kiedy ok. godziny 17 poszliśmy z koleżanką Michaliną 🙂 ewangelizować okazało się, że zapotrzebowanie na ewangelizacje spadło z 100%- do zera. Tak jak do 17 mieliśmy pełne „ręce roboty”, i mnóstwo okazji żeby doświadczyć Boga w drugiej osobie i w swoim życiu, tak po 17 nic! Totalnie nic. Chodziliśmy, pytaliśmy, modliliśmy się i nic. Nikt nie miał czasu, ani ochoty. Więc po godzinie poszukiwań poszedłem na mój dyżur do kaplicy, zażenowany, poirytowany z jedną myślą w głowie : ” Boże po co tu jestem, skoro jestem BEZROBOTNYM!! Zanim jednak powiedziałem Bogu co chciałem, przysnąłem 4 razy , co jeszcze bardziej mnie zdołowało. W pewnym momencie podczas rozważania Słowa, Bóg zdjął mi klapki z oczu. W moim sercu zrodziła się prosta myśl: ” Kuba, odrzuć swoje sposoby ewangelizacji, swoje metody głoszenia, weź tą frustracje jako krzyż i idź.” Po tych słowach przez następne  15 min siedziałem na adoracji i myślałem : ” a no rzeczywiście „Wyszedłem z kaplicy z niesamowitym poczuciem tego, że jestem kochany! Podzieliłem się tym przekonaniem z pewnym księdzem, który upewnił mnie. Kiedy to na koniec rozmowy pomodlił się ze mną i wyściskał mnie. Szybko znalazłem mojego kolegę , który ewangelizował w pojedynkę dwie dziewczyny. Poczekałem aż skończy zdanie i obie przytuliłem, zapewniając o tym, jak Bóg je kocha. Pamiętam słowa jednej z nich : ” tego mi było trzeba”. Kocham ewangelizować, kocham wszystkich ewangelizatorów i wszystkich ewangelizowanych. Ta miłość zrodziła się  z tego, że doświadczyłem jak bardzo Bóg mnie kocha, kiedy to byłem w ” bożym solarium” jak to się mówi na adoracje..:) Niech miłość naszego Tatusia , uzdalnia nas do czynienia cudów w zwykłych gestach.

O moich doświadczeniach na tegorocznej Lednicy mógłbym pisać bardzo długo – Pan przyprowadził do Nas kilkanaście osób, większość dotknął niesamowicie mocno i bardzo widocznie także dla mnie, a wszystkich na pewno tak samo mocno wewnętrznie.

Szczególnie zapamiętałem pewną dziewczynę, którą złowiliśmy przed sektorami jakoś w czasie trwania Eucharystii. Widząc, że nie uczestniczy we Mszy zaczęliśmy z Nią rozmawiać. Niestety ona sama nie przejawiała za bardzo zainteresowania tym co chcieliśmy przekazać, zapytaliśmy się więc czy możemy się chociaż razem pomodlić. Po chwili wyjaśnień, że jesteśmy z kościoła katolickiego i modlitwa to nic strasznego, zgodziła się. Podczas modlitwy Duch Święty zaczął działać bardzo mocno – widzieliśmy że coś w niej drgnęło, miała zamknięte oczy. Nagle podszedł do Nas starszy pan i gestem zapytał się czy może się przyłączyć do modlitwy. Później okazało się, że był to ksiądz opiekujący się grupą z którą przyjechała nasza siostra. Kiedy położył dłoń na jej głowie, po chwili modlitwy zaczęła płakać i usiadła podczas modlitwy na ziemi, tak jakby nagle spadł z niej jakiś ogromny ciężar. Doświadczyłem wtedy też jak ogromne łaski Bóg daje właśnie przez sakrament kapłaństwa, jak wielka moc Boża tkwi w kapłaństwie. Po skończonej modlitwie dziewczyna odwróciła się i ze zdziwieniem spojrzała na księdza – przez całą modlitwę nie wiedziała że był on obecny. Pan Bóg dotknął ją bardzo mocno.Przytuliliśmy ją, podziękowaliśmy i zaraz zaczęliśmy modlić się z innymi osobami.A ona stała wciąż w tym samym miejscu jeszcze z 5 minut ze łzami w oczach i ogromnym szokiem w spojrzeniu. Widziałem ją potem na długiej modlitwie w Namiocie Adoracji.

Było to niesamowite doświadczenie tego jak Pan Bóg nas Kocha i czeka jedynie na nasze małe otwarcie serc dla Niego. Ona sama nie miała pojęcia o tym co przydarzy się jej tego dnia, całe spotkanie lednickie mogło być dla Niej tylko kolejnym dniem zabawy. Z rozmowy wiemy że była na tym spotkaniu pomimo niezbyt określonej wiary, pomimo braku doświadczenia Boga żywego, była tak jakby obok tego wszystkiego co się tam działo, obok Eucharystii, modlitwy – w ciągu 15 minut zdarzyło się coś co kompletnie ją przemieniło, czego nie mogła pojąć, ogarnąć, nagle zostało jakby wyrwana z jednej rzeczywistości do drugiej. Myślę, że nigdy nie zapomnę właśnie tego szoku i niezrozumienia w jej oczach, chwała Panu.

 

Na ewangelizacji lednickiej byłam drugi raz. Gdy byłam w tamtym roku, wszystko wyglądało inaczej, dlatego, że nie postawiłam Jezusa na pierwszym miejscu. Modliłam się, żeby wszystko wyglądało inaczej i wiedziałam, że jeśli nie zaproszę Jego do tej akcji, to będzie taka sama lipa jak ostatnio 🙂

Samo to, że dogadywałam się z ludźmi na rekolekcjach było dla mnie już darem 🙂

Jezus uczył mnie powolutku, żebym Mu ufała…

Bałam się, kogo Pan da mi jako drugą osobę, z która będę ewangelizowała, bo pod tym względem też nawaliłam w zeszłym roku 🙂 Zatroszczył się i to mega. Pisząc to nie chcę okadzać Kuby, ale Pana Boga, że wiedział jak to wszystko zgrać-talenty jakie nam dał, osobowość itd. 🙂

Było dużo sytuacji, którymi mogę chwalić Jezusa, ale mnie rozwaliło to, że On działał spontanicznością. Na początku naszego „stolikowego dyżuru”, pomodliliśmy się i „czekaliśmy”. Zauważyłam jakąś dziewczynę, która stała na drodze, przed nami i patrzyła w stronę ryby. Bezmyślnie krzyknęłam” choodź, dalej, pogadasz z nami!” Wstaliśmy i zajęliśmy się tą dziewczyną: „chcesz wody, jesteś zmęczona, chodź usiądź” Staraliśmy się nią zaopiekować i w pewnym momencie, gdy już siedziała spojrzała w dół i powiedziała”…no bo ja się wstydziłam podejść…” Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy Pan Bóg może się posługiwać również moim roztrzepaniem 🙂

Kolejna sytuacja: przyszły jakieś osoby i chciały po prostu posłuchać o Panu Bogu. Zawsze to Kuba mówił swoje świadectwo, co mi wcale nie przeszkadzało(wręcz przeciwnie :)) Tym razem Kuba spojrzał na mnie i powiedział: no to teraz Michalina nam powie jak Bóg działa w jej życiu. Mnie zamurowało, nie wiedziałam co mam mówić, pustka w głowie. Wtedy „mój partner” zareagował: doobraaa, skoro Michalina nie wie co powiedzieć, to pomodlimy się o światło dla niej. W trakcie modlitwy przyszło mi na myśl: noo jaak to, nie wiesz co powiedzieć?:) „Przypomniało mi się”, w jakich momentach mojego życia podziałał Bóg 🙂

Nie były to jakieś „szały”, ale Jezus bardzo działał tej nocy w moim sercu. Przychodził delikatnie, z miłością 🙂

Teraz, kilkanaście dni po Lednicy widzę, że Jezus stopniowo pokazuje mi moje wady, rzeczy, które mam w sobie zmieniać, ale też podsuwa wiele pomysłów dotyczących ewangelizacji, wakacji i obowiązków jakie na mnie spoczywają 🙂

Ewangelizacja nauczyła mnie słuchać, oddawać i ufać Bogu 🙂

W końcu On chce naszego szczęścia 🙂

Za te dzieła, których dokonał i których stale dokonuje małymi, mrówkowymi kroczkami w naszych wnętrzach-Chwała Panu :):)

 

@ 2015 EventME - Ewangelizatorzy Lednicy